środa, 29 lipca 2015

SŁOŃCE, SŁONECZNIKI, LANGOS I HIPOPOTAMY...

Kolejny słoneczny weekend. Tym razem wybraliśmy się całą ekipą na Węgry. Wstaliśmy bardzo wcześnie, ponieważ do Hajduszoboszlo, gdzie chcieliśmy dojechać mamy około 5 godzin jazdy. Na początku przejechaliśmy drogami Słowacji, nie zgadniecie z czym mi się będzie od teraz kojarzyć...z bocianami, były wszędzie...przy drodze, na polach, na łąkach, na domach, na słupach...a pola przy drodze na Węgrzech, to piękne dywany żółtych słoneczników.
Było upalnie, około 36 stopni, niezliczone ilości turystów, co przełożyło się na małe trudności ze znalezieniem noclegu, ale w końcu się udało.Szybkie rozpakowanie i długo oczekiwane zanurzenie się w wodzie. 




Dziewczynki razem z kuzynkami szalały na całego. 


Różne były opinie jeśli chodzi o sam obiekt, mi osobiście bardzo się podobało i chętnie jeszcze kiedyś tam wrócę.



Z kolei w niedzielę pojechaliśmy do Miszkolca, pogoda się zepsuła, więc była to świetna okazja do skorzystania z kąpieliska w jaskiniach. 


Były tam bicze wodne, masaże, prądy wodne. 





Dla mnie najlepszym miejscem była ciemna grota z kopułą w stylu planetarium, tam naprawdę człowiek może się odprężyć. Niestety kilka godzin minęło jak jedna chwila i trzeba było wracać do domu.




Kolejny udały weekend wakacyjny :-)

czwartek, 23 lipca 2015

VODNY SVET

To niesamowite jak te wakacje szybko mijają. Dzisiaj Wiki pokazując mi kalendarz powiedziała : "Mamuś już minęła połowa wakacji". No i taka jest prawda, można powiedzieć, że lipiec już właściwie za nami. Ostatni weekend też spędziliśmy na zabawie. Tym razem były to wodne szaleństwa. Wybraliśmy się z dziadziem Witkiem, ciocią Adą, wujkiem Saidem, Ahmedkiem i Sorayą do "Wodnego Świata " w Świdniku na Słowacji. Mieszkamy dość blisko przejścia granicznego w Barwinku, więc do kąpieliska w sumie mamy 55 km. 
Wodny Świat to : kryty basen termalny, basen sportowy, basen ze sztucznymi falami, brodzik dla dzieci, kilka zjeżdżalni, tańce z animatorką. 




Nasza grupka najlepiej bawiła się na sztucznych falach, 




a Majeczka dodatkowo szalała na zjeżdżalniach.


Jeśli chodzi o cały obiekt, to jak dla mnie wystrój trochę komunistyczny, chyba tak bym to określiła, ale zabawa była świetna i wszyscy wyszliśmy zadowoleni i mega umęczeni :-)



czwartek, 16 lipca 2015

"PRZEZ SKAŁ ROZDARTYCH PODWOJE..."

To jak sobota była rozrywkowa, to niedziela musiała być aktywna...i była. Każdy z nas na własnych nogach przeszedł 14 km. Myślę, że szczególne pochwały należą się Wiki i Majeczce, a zwłaszcza Majusi, bo wyobraźcie sobie ile te małe nóżki musiały przedreptać. Nie powiem, że cały czas było kolorowo, bo kilka razy miała mały kryzys, ale Majeczka jest dzielna, a przede wszystkim bardzo uparta i nie poddała się, samodzielnie przeszła całą trasę. Na tak długi spacer wybraliśmy Dolinę Kościeliską. 

Jest to druga pod względem długości dolina polskich Tatr. Dolina ta ma kształt długiego wąwozu skalnego, który w trzech miejscach zbliża się do siebie, tworząc tzw. bramy.



Piękne widoki, bacówka, ciekawe mostki, to wszystko i wiele innych atrakcji czekało na nas na szlaku, w drodze do schroniska na hali Ornak, które miało być końcem naszej wędrówki, zeszliśmy trochę z trasy, żeby zobaczyć Jaskinię Mroźną, podobno jest to jedyna oświetlona jaskinia w polskich Tatrach. Na początku musieliśmy pokonać bardzo strome podejście, żeby dotrzeć do wejścia, później przerwa na jedzenie i ubranie się, bo wewnątrz było około 6 stopni celsjusza.


A później podziwialiśmy ciekawe korytarze jaskini, w której raz trzeba było iść po kamienistych schodkach, a innym razem prawie na czworakach. 


No niestety tam zdjęcia telefonem zupełnie nie wyszły.
Ogólnie wycieczka była świetna,chociaż bardzo nas umęczyła.



Co by nie pisać górskie wycieczki są cudowne !






wtorek, 14 lipca 2015

W RABCE ZDROJU

Kolejny wakacyjny weekend za nami, staramy się z Tomkiem organizować je dziewczynkom jak najlepiej. Po pierwsze dlatego, że w tygodniu oczywiście dzięki pracy mamy dla nich troszkę mniej czasu, a po drugie dlatego, że są wakacje, więc chcemy je spędzić aktywnie, wspólnie odkrywając ciekawe miejsca.
W sobotę rano pojechaliśmy do Rabki Zdroju, to tam postanowiliśmy spędzić ten dzień. Zaczęliśmy od parku rozrywki, czyli od Rabkolandu.


Kiedyś już tam byliśmy jak Wiki miała 3 latka, ale Majeczki jeszcze nie było, więc stwierdziliśmy, że trzeba  to powtórzyć. Mają tam dużo atrakcji dla całej rodziny, od Muzeum Orderu Uśmiechu, przez karuzele,




dom strachów, 


pokój krzywych luster,


 łódki,



zjeżdżalnie,



samochodziki, 


mini cyrk, diabelski młyn,


aż po Dom Rekordów i Osobliwości, które są Polską Księgą Rekordów.



Spędziliśmy tam około 3 godziny i zabawa była naprawdę świetna.
Kolejne miejsce do którego się udaliśmy jest oddalone od Rabki Zdroju o ok. 3 km, to wieża widokowa w Polczakówce, rozciągają się z niej bardzo fajne widoki górskie, 


a na wieczór spacer po Rabce Zdroju,


zabawa przy świetlnej fonntannie ze słoniami,


zdjęcie z pomnikiem Św. Mikołaja :-) 


i koncert w Amfiteatrze.


Najlepsze było to, że zapomniałam zabrać karty pamięci do aparatu i zmuszona byłam robić wszystkie zdjęcia komórką ( tragedia )...
W kolejnej notce opis ciekawej, bardzo aktywnej, ale niesamowicie męczącej niedzieli :-)

czwartek, 9 lipca 2015

"NA RYNKU USIĄŚĆ W KAZIMIERZU..."

Po tych kilku godzinach nad jeziorem ruszyliśmy w dalszą drogę. Jak to zawsze po kąpielach bywa bardzo zgłodnieliśmy, postanowiliśmy tym razem, że zjemy na świeżym powietrzu, już wcześniej się do tego przygotowaliśmy, cały obiad zabraliśmy ze sobą :-)


Gdy dojechaliśmy do Kazimierza Dolnego zaczęliśmy od szukania hotelu, później spacer nadwiślańską promenadą...cudo...




a wieczór spędziliśmy na rynku,


wspaniały klimat,


kawiarenki,


zabytkowa studnia, 


koguciki i brązowy posąg legendarnego kundelka, którego koniecznie trzeba było pogłaskać na szczęście :-)


Niedzielny poranek rozpoczęliśmy od zwiedzania ruin zamku




 i baszty.


Z rynku Kazimierza Dolnego widoczne jest Wzgórze Trzech Krzyży, miejsce upamiętniające liczne ofiary choroby cholery, która miała miejsce na tych terenach.
Ze wzgórza rozciąga się piękny widok na cały Kazimierz.


Miejscem, które warto zobaczyć jest cmentarz żydowski, gdzie fragmentami rozbitych macew wyłożono mur na kształt Ściany Płaczu. Rozdziela ją symboliczne pęknięcie pośrodku.


Przysłowiową " wisienką na torcie " naszej wycieczki był określany jako najpiękniejszy kazimierski wąwóz - Korzeniowy Dół.
 Koniecznie trzeba go zobaczyć na własne oczy :-)






I to już koniec naszej wycieczki, jedno wiem na pewno jeszcze wrócimy do Kazimierza :-)