piątek, 8 maja 2015

ATRAKCYJNE TRÓJMIASTO I NIE TYLKO...

Nasz wyjazd nie trwał zbyt długo, także nie mogliśmy zobaczyć wszystkich atrakcji Trójmiasta, ale wybraliśmy sobie to co nas zainteresowało. 
Pierwsze miejsce, które wybraliśmy, było jeszcze przed Gdańskiem.
To tajemniczy i piękny Zamek w Malborku.


Przewodnik opowiadał wiele ciekawych historii i nagradzał nas pieniędzmi z krzyżackich czasów.



Całość trwała około 2,5 godziny. 
Następnego dnia postanowiliśmy na samym początku pojechać na Hel.


A tam ...spacerek


i na początek zdjęcie z latarnią morską...niestety tylko zdjęcie, bo latarnia była jeszcze niedostępna dla turystów.


Dalej dotarliśmy na sam koniuszek Helu.


Kolejnym miejscem do którego pojechaliśmy było Akwarium Gdyńskie. 


Obejrzeliśmy sobie niezwykłe gatunki ryb, płazów, gadów, pochodzących z różnych rejonów świata. 



Wierzcie mi, że każdy kolejny okaz zachwycał nas coraz bardziej.


A teraz pokaże Wam widok z latarni morskiej , na Helu nie udało się wejść, więc nadrobiliśmy w Sopocie.


Po molo spacerowaliśmy już późnym popołudniem, co dało nam świetne widoki przy zachodzącym słońcu.



Kolejny dzień rozpoczęliśmy przy słynnym gdańskim żurawiu


Był też Neptun


i wspaniały widok na Gdańsk z wieży Mariackiej, na którą żeby wejść musieliśmy pokonać 409 schodów.
Następnie popłynęliśmy " Czarną Perłą " zobaczyć pomnik na Westerplatte.
Ostatnią atrakcją Trójmiasta, na którą najbardziej czekała Wiki było Centrum Nauki Experyment w Gdyni.


Tam to dopiero były cuda. 


Idealna nauka poprzez zabawę.





To miejsce zdecydowanie wyzwala kreatywność i pobudza ciekawość świata.
I to już koniec, czas się pożegnać i wracać do domu...













wtorek, 5 maja 2015

MORZA SZUM, PTAKÓW ŚPIEW...

Taką majówkę to rozumiem, chociaż to góry są naszym miejscem na Ziemi, miejscem które kochamy, to w tym roku postanowiliśmy wolne, majowe dni spędzić nad morzem. 


Mamy do niego trochę drogi, ale mimo wszystko nie przeszkodziło nam to w naszych planach.


A morze...było wspaniałe...raz łagodne, za kilka chwil burzliwe. 


Otaczało nas ze wszystkich stron, a my byliśmy pośrodku,


spacerowaliśmy, raz śmialiśmy się, 


a innym razem zamyśleni patrzyliśmy na uderzające o brzeg fale i wsłuchiwaliśmy się w odgłosy latających nad nami mew. Zazdroszczę ludziom, którzy mogą to robić codziennie, którzy mogą odpoczywać patrząc na morze.
Jak zwykle dla  Majeczki jedną z lepszych atrakcji było karmienie łabędzi.





Nawet jak przeglądam teraz zdjęcia, to twarz promienieje :-) 


W sumie zrobiliśmy około 1500 km, było, słonecznie, wesoło i oczywiście zwiedziliśmy wiele ciekawych miejsc, które opiszę w kolejnej notce.