niedziela, 27 lipca 2014

OPARZENIE

Trochę mam stresa, za 1,5 tygodnia wyjeżdżamy na wakacje, a rana Wiki jakoś się specjalnie nie zmienia. Dzisiaj jest tydzień odkąd się poparzyła, na początku kazali smarować nam tylko pathenolem, chcąc to przyśpieszyć poszłam do apteki,żeby mi coś polecili na lepsze gojenie i tylko pogorszyłam, wkurzyłam się strasznie, bo farmaceuci polecili mi podobno "świetne" plastry na takie rany, szybciej się goi, nie pozostają blizny i w ogóle rewelacja, pytałam kilka razy czy się do rany nie przylepiają, odpowiedź : absolutnie nie, bo są nasączone specjalną substancją. Przykleiłyśmy wieczorem, a na drugi dzień chciałam jej zmienić na nowy i ....masakra !!! wszystko się przylepiło, nie mogłyśmy sobie dać radę, żeby to oderwać, ja w nerwach,Wiki płacze w niebogłosy, no po prostu tragedia, po pół godzinnym moczeniu w wodzie w końcu się odczepiło.
Wczoraj porobiły się bąble wypełnione takim płynem surowiczym, podobno to dobrze. Pojechaliśmy na zakupy i przypadkowo w sklepie sportowym natrafiliśmy na ekspedientkę, która spytała co się Wiki stało, okazało się, że ta Pani tydzień temu poparzyła sobie obie nogi i rękę, poleciła nam maść, która według niej jest rewelacyjna, zresztą pokazała nam rękę i faktycznie zaczerwienienia były bardzo blade. Ta maść, to Agrosulfan, kupiliśmy ją i od wczoraj wieczorem Wiki ma posmarowaną nogę. Dzisiaj już stwierdziła, że łatwiej jej się chodzi. Zastanawiam się tylko co jej na wakacjach zakładać na nogę zarówno do wody, jak i przeciw słońcu, bo nawet jak się zagoi to bliznę trzeba bedzie chronić przed słońcem, w końcu to około 40 stopniowy upał.


czwartek, 24 lipca 2014

W DOMU

Niestety nie wszystko udało się tak jak to sobie ustaliliśmy. Wiki miała wrócić we wtorek, ale w niedziele po świetnej wodnej zabawie, 



przyszedł czas na ognisko,Wiktorka bardzo się cieszyła i nie mogła doczekać się kiedy zje pianki z ogniska, a ja odpoczywałam w niedzielne, gorące popołudnie. Około godziny 18.45 zadzwonił telefon, to była pani Kasia, opiekunka kolonii, okazało się, że zdarzył się wypadek. Ktoś niechcący potrącił przy ognisku kubek z gorącą herbatą, która na nasze nieszczęście wylała się Wikusi na nogę. Pani była poddenerwowana, Wiki strasznie płakała do słuchawki, lekarz podał jej opatrunki chłodzące, panthenol, środki przeciwbólowe. Okazało się, że resztę wieczoru moje dzieciątko musi spędzić w pokoju i prawdopodobnie wycieczki w kolejne dni nie będą możliwe. Nasza decyzja była natychmiastowa i o 19.30 jechaliśmy już w stronę Zakopanego. Dojechaliśmy po 22.00, dzieciaki przyszły ją pożegnać, było przytulanie itp. Do domu wróciliśmy około 2.00 w nocy, najlepsze, że ja w poniedziałek wstawałam do pracy na 7.00 rano, ciężko było, a oczy cały dzień na zapałkach, ale i tak byłam już szczęśliwa i spokojna, że mam już Wiki przy sobie.
Teraz leczymy ranę, mam tylko nadzieję, że nie zostanie blizna, a tak dla odstresowania wybraliśmy się na działkę, a tam spokój, 


odpoczynek, ryby na grillu, piękne widoki


 i nasi działkowi przyjaciele zza siatki, 







niedziela, 20 lipca 2014

CZEKAJĄC NA WTOREK

Czekając na wtorek postanowiłam, że w miarę możliwości spędzę jak najwięcej czasu z Majeczką.
Zaczęłyśmy od Fikolandu. Pytam Majki do którego chciałaby pojść, a ona mi na to : mamusiu pójdziemy do którego będziesz chciała, ja naprawdę nie mam z tym żadnego problemu :-)))


Kolejnego dnia poszłyśmy na długi spacer, tzn ja spacerowałam, a Majeczka jechała na rowerze. Zjadłyśmy lody, nakarmiłyśmy kaczkę pływającą w rzece, oglądałyśmy kolorowe skrzydełka malutkiego motylka, zastanawiałyśmy się dlaczego ślimak idący drogą nie ma na sobie swojego domu.


Wybraliśmy się też do Ogródka Jordanowskiego, gdzie teraz , odbywają się wakacyjne zajęcia dla dzieci, było skakanie na trampolinie, szaleństwa na placu zabaw i nie mogło się obyć bez waty cukrowej, na koniec złapał nas mały deszcz, dzięki któremu mogliśmy podziwiać piękną tęczę.


A wczoraj basen i pierwsze, samodzielne próby nurkowania.


czwartek, 17 lipca 2014

CIĄGLE WALCZYMY

Nie będę ukrywać, że nadal są wzloty i upadki. Od zachwytu : mamo dzisiaj robiliśmy eliksiry, zeszłam sama z bardzo stromej góry, w lesie byliśmy podzieleni na dwie grupy i broniliśmy przed drużyną przeciwną swojej flagi, mamo WYGRALIŚMY , wpadłam w błoto i wróciłam cała brudna, ale było wesoło ( co jest akurat zupełnie do mojej Wiki niepodobne, bo ona jest z tych dziewczynek, które nienawidzą się brudzić ), jutro idziemy do Doliny Kościeliska, już nie mogę się doczekać...itp, ale mam też telefony typu : nie chcę już tu być, kiedy po mnie przyjedziecie, chcę do domu, tak strasznie tęsknię.
Tak wyglądają ostatnie moje dni, przyznam się, że już jestem tym zmęczona, bo tak naprawdę to sama nie wiem czy jest dobrze, czy źle, no i oczywiście bardzo za nią tęsknię.
Dziś jest szósty dzień, czyli połowa, muszę się uzbroić w cierpliwość, wierzę w to, że damy radę.
A tu kilka zdjęć ze stronki biura organizującego kolonię






poniedziałek, 14 lipca 2014

KRYZYS...

Można powiedzieć, że kryzys pojawił się u nas książkowo. Przed wyjazdem Wiki przeczytałam całą masę artykułów o "kryzysach" jakie przechodzą dzieci na koloniach. Najczęściej pojawiają się one między drugą, a trzecią dobą, tak właśnie stało się u nas. Wczoraj około 22.30 zadzwoniła Wiki, że chce wrócić do domu. Pytam : Wikusiu czy coś się stało? czy ktoś sprawił ci przykrość?
Stwierdziła, że nie, powiedziała, że : bardzo za nami tęskni i nie chce być sama na kolonii tylko chce być z nami. Długo rozmawiałyśmy i wiem, że jest jej ciężko. Najgorsze są wieczory, w ciągu dnia jak dzwoni, to radosnym głosem opowiada co robili i gdzie byli. Wieczorami przychodzi tęsknota...staram się jej dodawać otuchy, ale tak naprawdę dla mnie jest to też bardzo trudne...myślałam, że w pewnym sensie troszkę odpocznę, a jest wręcz przeciwnie zafundowałam sobie niezłego stresa na najbliższe 9 dni...moje myśli ciągle są przy Wiki...nigdy nie rozstawałyśmy się na tak długo i nie miałam pojęcia, że jest to tak niesamowicie trudne...


czwartek, 10 lipca 2014

CZAS NA TROCHĘ SAMODZIELNOŚCI... ALE CHODZI O DZIECKO CZY RACZEJ O MAMĘ...

U nas wakacje zaczęły się zabawą. 


Od poniedziałku dziewczynki razem z Ahmedkiem chodzą do Domu Kultury 


i tam uczestniczą w tzw. Letnich Zabawach, czyli gry, konkursy, konkurencje sportowe, zajęcia plastyczne i inne. 




























Jutro wielki finał na którym będzie pokaz talentów.
A w sobotę...no właśnie i tu się zaczynają "schody".
Jeszcze w styczniu moje myślenie było takie : pojedzie, usamodzielni się, będzie przebywać dużo na świeżym powietrzu, spędzi czas z rówieśnikami, pospaceruje po górach, zdobędzie nowe doświadczenia itd. tych plusów było nieskończenie dużo.
Dzisiaj zostało dwa dni do wyjazdu i nie jest już tak kolorowo, tzn Wiki jest przeszczęśliwa, że jedzie na kolonię i już nie może się doczekać...gorzej ze mną...nie mogę sobie znaleźć miejsca, czuję wewnętrzne nerwy, 12 dni bez mojej małej dziewczynki...to chyba niemożliwe, sama nie wiem jak sobie poradzę, tak przesadzam, ale to naprawdę trudne, jeszcze nigdy nie spędziłyśmy osobno tyle dni, ja już tęsknię, ale będę silna i dam radę, a teraz idę jeszcze spakować kilka dokupionych dzisiaj rzeczy :-)

piątek, 4 lipca 2014

WENA TWÓRCZA

Ostatnio siedząc z Majeczką w domu czytałyśmy książkę o przygodach Bolka i Lolka.
Choć są one bardzo stare to lubimy te opowiadania i często do nich wracamy.
Jedna z historyjek opowiada o pobycie chłopców w przedszkolu.
Były zabawy, tańce, piosenki i..." wystawa obrazów z prawdziwego zdarzenia ". 
Majeczka od razu podchwyciła pomysł na bycie artystą i zrobienie własnej wystawy.
Farby, woda, pędzel i całkowicie pochłonęła ją wena twórcza.
A to kilka dzieł :-) Dziewczynki nadały im też tytuły
ZAPRASZAMY NA WYSTAWĘ

"Motylki w krainie czarów "




"Szalony dom z oczkami"



"Kolorowa tęcza "




"Korona króla"


środa, 2 lipca 2014

CZŁOWIEK, KTÓRY KOCHA ZWIERZĘTA TO DOBRY CZŁOWIEK

Odkąd pamiętam nasza Majeczka bardzo kocha zwierzęta. Nieważne czy jest to piesek, konik, rybka, kotek czy króliczek Maja uwielbia je wszystkie.



Gdy idziemy na spacer to każdy właściciel napotkanego pieska słyszy to samo pytanie : mogę go pogłaskać ?


A jej radość podczas głaskania, przytulania i zabawy jest bezcenna.


Jest taki cytat " możemy określić serce człowieka po tym, jak traktuje zwierzęta " uwierzcie mi, że przy tych słowach serce naszej małej dziewczynki jest ogromne.