sobota, 31 sierpnia 2013

" KOCHAM CIĘ " NA NAJWYŻSZYM SZCZYCIE GÓR POLSKICH

W czerwcu obchodziliśmy z Tomkiem 10 rocznicę ślubu, byliśmy wówczas w Egipcie, dostałam od mojego męża piękny prezent i obiecałam, że po powrocie w ramach prezentu czymś go zaskoczę, ponieważ prawie każdy weekend mieliśmy zajęty, to moją niespodziankę udało mi się zrealizować dopiero w tą sobotę.
Pomysł był taki : jedziemy na wspólną wycieczkę tylko we dwoje do Bukowiny Tatrzańskiej, tam wspinamy się na najwyższy szczyt Polski czyli Rysy, gdzie po męczącej trasie, wśród górskich widoków, które uwielbiamy, po 10 wspólnie spędzonych latach mówię mojemu mężowi jak bardzo go KOCHAM :-)
Dojechaliśmy tam w piątek, na początek wybraliśmy się na kolację w góralskim stylu


Z kolei na drugi dzień wstaliśmy dość wcześnie bo około 5.30
 i pojechaliśmy do Łysej Polany skąd wyruszyliśmy na najwyższy szczyt polskich gór, czyli Rysy 2499 m n.p.m.
Na początek musieliśmy pokonać 9 km odcinek do Morskiego Oka.


Zajęło nam to dokładnie 1 godzinę i 40 minut
Morskie Oko kolejny raz nas zachwyciło.



Dalej czekało nas obejście Morskiego Oka i pokonanie krótkiego, ale dość stromego podejścia do Czarnego Stawu.




Później była już tylko wspinaczka, najpierw delikatniejsze podejście,


później coraz trudniej


musieliśmy zacząć pomagać sobie rękami :-), za to był piękny widok na Morskie Oko i Czarny Staw,


a skończyło się na niebezpiecznej ( jak dla mnie ) wspinaczce przy pomocy łańcuchów.







Podsumowując : trasa na Rysy trudna, bardzo męcząca, pokonaliśmy w sumie około 23 km, nasz czas to : 10 godzin i 10 minut, spaliłam według mojego pulsometru 4061 kcal, ale co najważniejsze po 10 latach małżeństwa, na najwyższym szczycie Polski powiedziałam mojemu mężowi jak bardzo GO KOCHAM.







środa, 28 sierpnia 2013

"PRZYGOTOWAŃ CZAS ..."

Wszystko co dobre szybko się kończy.
Wakacje minęły, ale spędziliśmy je bardzo aktywnie.
Teraz będzie czas nauki i innych dodatkowych zajęć.
Zaczęłam od przygotowania do szkoły Wiktorki. Kupiłyśmy wszystkie potrzebne przybory, czyli bloki, zeszyty, kredki itp. Wszystko musiało być oczywiście z wizerunkami lalek Monster High, których jest ona ogromną fanką,  



możecie o tym poczytać w ostatniej notce, na blogu Wiki   http://wikiijejswiat.blogspot.com/
Wczoraj kupiłyśmy jeszcze śliczną sukienkę na rozpoczęcie roku, a jutro pojedziemy po jakieś balerinki.
Pomyślałam, że do "szkoły" mogę też wysłać mojego męża. Koleżanka pokazała mi świetną ofertę jednej ze szkół językowych w naszym mieście. Tomek spełniał wszystkie potrzebne wymogi, więc nawet się nie zastanawiałam tylko od razu wykonałam telefon, później kilka e-mail-i i w taki to sposób mój mąż został poinformowany, że od końca września rozpoczyna kurs nauki języka angielskiego.
Z kolei dzisiaj poszłam do przedszkola podpisać wszystkie niezbędne dokumenty dzięki czemu moja syrenka Majeczka już od poniedziałku rozpocznie uczęszczanie do przedszkola, do grupy 4-latków.
Zostałam tylko ja...na początek pojechałam do biblioteki i pożyczyłam sobie dwie książki, ale mam pewien plan....jednak na razie to tajemnica...

sobota, 24 sierpnia 2013

" GÓRY, SPOKÓJ, ODPOCZYNEK "

To jasne, że miejscem, gdzie najbardziej odpoczywam i cieszę się wspólnym spędzaniem czasu z moją rodzinką są góry.
Korzystając z tego, ze dzisiaj jest sobota, wolny dzień od pracy spakowaliśmy plecaki i pojechaliśmy w Bieszczady.
Tym razem wybraliśmy sobie szlak na Małą i Wielką Rawkę.


Jest on także zwany szlakiem jarzębiny, ponieważ można ją spotkać niemal wszędzie.





Pierwsze podejście zaprowadziło nas do schroniska pod "Małą Rawką ", a tam oczywiście odpoczynek, jedzonko i spotkanie z bardzo milutkim czarno-białym kotkiem.




Dalej podejście było bardzo strome. Stopnie, kamienie, konary, schody, to wszystko znalazło się na naszej drodze.


Musiało być, wiec po drodze kilka odpoczynków.


Do szczytów jednak dotarliśmy, najpierw na Małą Rawkę, która ma 1267 m n.p.m


Na zdjęciu jest oczywiście Tutosław, który tą trasę pokonał w plecaku Majeczki :-)
Po około 30 minutach dotarliśmy do Wielkiej Rawki, która ma 1304 m n.p.m


 Jak zwykle dziewczynki całą pięciogodzinną trasę pokonały samodzielnie.
Było świetnie, ponownie wzbogaciliśmy się o nowe przeżycia, cudowne widoki i kolejne wspólnie spędzone chwile.






















piątek, 23 sierpnia 2013

" CHCĘ ŻYĆ "

W Mali co szóste dziecko umiera przed swoimi piątymi urodzinami.
Dwa dni temu byliśmy na zakupach i to zdjęcie bardzo mnie poruszyło.


My jeździmy na wycieczki, bawimy się, sami nie wiemy co mamy dać naszym dzieciom, a takie śliczne maleństwa umierają z powodu głodu, braku wody pitnej i chorób. Jednym z głównych zabójców dzieci jest malaria.
Te dzieciątka oddałyby wiele za maleńki kawałek chleba, podczas gdy statystyczny Polak podobno rocznie wyrzuca do kosza żywność za 270 zł.
Rozmawiałam dzisiaj z dziewczynkami na ten temat, ale tak naprawdę to one tego nie rozumieją, prawdopodobnie nawet my nie zdajemy sobie sprawy jaka to jest tragedia.
Kupiłyśmy z Wiki "dobry dukat unicef", 



za który zostaną kupione szczepionki przeciwko gruźlicy, polio i tężcowi...


poniedziałek, 19 sierpnia 2013

" LECI PO NIEBIE ŻELAZNY PTAK "

Podczas naszego pobytu w Krakowie Sebastian zabrał nas w pewne miejsce, gdzie zostawiliśmy samochody i wybraliśmy się spacerkiem jakieś 500 m pod lekką górę. Tam, bardzo niedaleko autostrady dotarliśmy do fajnego punktu. Z jednej strony pola, z drugiej widać z daleka pas startowy i dużo takich żółtych baterii, które są światłami naprowadzającymi. Długo nie musieliśmy czekać, do momentu gdy w oddali zobaczyliśmy maleńki samolot, który z minuty na minutę robił się coraz większy.



Świetny widok, hałas ogromny i bardzo fajne uczucie gdy ma się wrażenie, że ogromna, żelazna bestia niemal ląduje Ci na głowie.



W najniższym punkcie samolot mógł być nad nami jakieś 30 - 50 m.
Obejrzeliśmy sobie dwa takie lądowania.


czwartek, 15 sierpnia 2013

" MAGICZNY KRAKÓW, MAGICZNA DOROŻKA, KWIATY I KWIACIARKI... "

Tym razem wylądowaliśmy w Krakowie. A dokładnie postanowiliśmy pospacerować i pooglądać kilka ciekawych miejsc , które znajdują się w Jurze Krakowsko - Częstochowskiej.
Zaczęliśmy od zamku w Pieskowej Skale, który w Polsce uważany jest za najbardziej nawiedzone zamczysko.


Zaczęło się oczywiście od przeglądania pamiątek


Dalej były ciekawe korytarze, eksponaty 



i piękne ogrody


Po zwiedzeniu zamku poszliśmy do skały, o której na pewno wszyscy słyszeli, to słynna Maczuga Herkulesa.


Kolejnym punktem naszej wycieczki była "Kaplica na wodzie".


Jest ona położona ponad potokiem na betonowych podporach.


Następnie dotarliśmy do Jaskini Nietoperza


Bardzo ciekawe miejsce, zdecydowanie najlepszą atrakcją był tutaj moment, gdy przewodnik zgasił wszystkie światła i przez krótką chwilę kazał nam się poruszać po jaskini w całkowitej ciemności.



A wieczorkiem wybraliśmy się na spacer po pięknym rynku.


Były koncerty ludowe, kramy pełne swojskiego jedzenia, drewnianych zabawek i pluszowych smoków, 


krakowskie kwiaciarki, krakowskie mimy i zaczarowane dorożki.


Na zakończenie przyjemnie spędzonego dnia postanowiliśmy podziwiać Kraków z perspektywy pasażera takiej właśnie dorożki.




























sobota, 10 sierpnia 2013

" DMUCHAŃCE, KARUZELE, TRAMPOLINY....I KONCERT "

Sobotę mieliśmy bardzo ciekawą. Dużo zabaw i atrakcji...i sama nie mogę w to uwierzyć, ale chyba po raz pierwszy zwyczajnie zapomniałam zabrać aparat fotograficzny. No mówi się trudno... Około godziny 15 pojechaliśmy na piknik rodzinny zorganizowany przez firmę, w której pracuję.
Była masa atrakcji czyli dmuchane zjeżdżalnie, karuzela, namiot gdzie organizowane były konkursy dla dzieci, trampolina, zawody sumo, piłkarzyki, strzelanie z łuku. Było również pyszne jedzenie, od grillowanego mięsa, poprzez sałatki, hot-dogi, frytki, dania ciepłe takie jak bogracz czy bigos, aż do słodyczy, popcornu czy waty cukrowej. Napoi bezalkoholowych i nie tylko też było pełno.
Dziewczynki szalały do 21.00, później zabrał je do domu Sebastian, a my z Tomkiem zostaliśmy do północy na koncertach, tańczyliśmy i bawiliśmy się świetnie. Tak sobie myślę, że skoro nie mam zdjęć z tego roku to wstawię, kilka z ubiegłych lat.
Pierwsze dwa zdjęcia są z imprezy w 2008 roku, byłam wtedy w ciąży z Majeczką



Kolejne dwa są z roku 2010, Majeczka pojechała na nią z wielkim siniakiem pod okiem, którego nabija sobie tydzień wcześniej



W roku 2011 też było świetnie




I na koniec rok 2012