środa, 31 października 2012

" CUKIEREK ALBO PSIKUS "

Majeczka przybiega do mnie i woła : mamo, mamo oprócz dyni musimy mieć jeszcze cukierki, więc pytam : a dlaczego? a Maja : bo jak nie to będzie psikus! Cieszy mnie jak widzę, że zapamiętuje to co dowie się w przedszkolu. Postanowiłyśmy w takim razie upiec ciasteczka. Na początek dziewczynki wycinały kształty.


Były malutkie, okrągłe dynie i wesołe duszki. Drugi krok : wszystko do piekarnika 

                                  
Ciasteczka miały się piec 30 minut, więc na "zabicie" czasu tatuś zaproponował układanie klocków

                             
Później jeszcze zdobienie lukrem i czekoladową polewą i wcinamy...

                               
A właśnie, dostałam od mamy piękne rydze, więc gdy dziewczynki poszły spać namoczyłam grzybki w mleku, później w jajku i bułce i na patelnie...jak tak sobie smazyłam, to stwierdziłam, ze w domu jest straszna cisza. Myślę sobie co robi mój kochany mąż...idę do pokoju...i nie uwierzycie....układa klocki!!!

      

I właśnie za to między innymi go kocham...jest takim dużym dzieckiem :-)

wtorek, 30 października 2012

" ZABAWA W HALLOWEEN... "

Dzisiaj Majeczka mówi tak : Mamo wiesz co nam w przedszkolu mówiła pani z angielskiego? Powiedziała, ze z dyni można zrobić potwora, co ma wielkie oczy i zęby, to się robi na halloween.
No to nie miałam przecież innego wyjścia jak zaprowadzić Wiki na zajęcia i pojeździć po sklepach, zeby kupić taką średniej wielkości dynię.

                               

Na początek Tomek odciął jej czapeczkę, a poźniej wszyscy dokładnie wydrążyliśmy środek



Było jeszcze wspólne malowanie oczu,

                                  

noska, i uśmiechniętej buzi z zębami

                                       

na koniec jeszcze parę świeczek i nasz dyniowy lampion gotowy !

                   

poniedziałek, 29 października 2012

" NIKT NIE POLICZY KSIĘZYCÓW, CO LŚNIĄ NA JEGO DACHACH ANI TYSIĄCA WSPANIAŁYCH SŁOŃC, CO KRYJĄ SIĘ ZA JEGO MURAMI "

Kilka dni temu koleżanka podsunęła mi książkę pt. " Tysiąc wspaniałych słońc " Khaleda Hosseini. Wcześniej przeczytałam inną powieść tego autora pt. " Chłopiec z latawcem ", która bardzo mi się podobała, więc powoli zaczęłam czytać tą którą dostałam. Ksiązka jest niesamowita  " pochłonęłam ją " w ciągu kilku dni.
Sposób w jaki została przedstawiona tragiczna historia dwóch afgańskich kobiet jest po prostu wstrząsający.
Myślę, ze autor ukazał to tak bardzo autentycznie, poniewaz sam pochodzi z Afganistanu i świetnie zna ten kraj, a takze status społeczny kobiet w tym kraju.
Khaled Hosseini pokazuje nam, że kobiety są tam traktowane jak śmieci, bite, poniżane,a ilość ich krzywd jest tak wielka, ze w Kabulu " kazdy płatek śniegu jest westchnieniem pokrzywdzonej gdzieś w świecie kobiety. Że wszystkie westchnienia wznoszą się ku niebu, łączą w chmury, a potem rozpadają się na małe fragmenciki, które w ciszy spadają na ludzi w dole".
Powieść jest bardzo smutna, wycisnęła mi niejedną łzę. To opowieść o rodzinie, przyjaźni, nadziei i ocaleniu dzięki miłości...
Muszę przyznać, ze już dawno nie czytałam tak wciągającej ksiązki.
Wszystkim gorąco polecam !

                      

niedziela, 28 października 2012

" TYLKO MY...SAME DWIE..."

Wczoraj czytając inne blogi prawie wszędzie było napisane, że sypie śnieg. A u nas...nic.... A tu dzisiaj siedzimy sobie w pokoju, Wiktorka właśnie odrabiała zadanie domowe, patrzymy...sypie...no i wtedy uświadomiłam sobie, ze trochę za długo odkładałam kupno zimowych butów dla Wiktorki. Tomek nam się trochę rozchorował, więc nie miał ochoty wychodzić z domu, zostawiłam mu Majeczkę, zeby przypilnowała chorego tatusia :-) a my z Wikusią ubrałyśmy się i w drogę. Standardowo w naszych sklepach nie było nic godnego uwagi, więc musiałyśmy pojechać gdzieś dalej. I nawet nie zdawałam sobie sprawy jaką przyjemność zrobi mi taki wspólny wypad z moją starszą córką na zakupy. Spacerowałyśmy, humor dopisywał nam bardzo, właściwie cały czas się śmiałyśmy, poszłyśmy do restauracji na wspólny obiad, było naprawdę super...a i co najwazniejsze kupiłyśmy bardzo fajne kozaczki.
Gdy wróciłyśmy Majeczka z tatusiem grali w memory i oczywiście stwierdzili , ze strasznie długo nas nie było.
Tak przy okazji to Wiki przyniosła kiedyś ze szkoły takiego malutkiego dinozaura

                         

Nasze zadanie to wsadzić go do wody i czekać, az urośnie



no to czekamy...

sobota, 27 października 2012

" SPEŁNIĘ WASZE TRZY ŻYCZENIA..."

Postanowiliśmy dzisiaj z Tomkiem zrobić naszym perełkom malutką niespodziankę. Zabraliśmy je do sklepu zoologicznego, gdzie miały sobie wybrać po jednej złotej rybce.

                    
I tym oto sposobem powiększyła nam się rodzinka ;-)
Co do imion to z tym było trochę zamieszania, bo Majeczka swoją rybkę nazwała : Arielka, natomiast rybka Wiktorki miała być : Różyczka.

                       
Jednak po powrocie do domu sprawa troszkę się skomplikowała. Dziewczynki bacznie przyglądały się rybkom i nie mam pojęcia jak do tego doszły, ale w końcu oświadczyły, że jedna z tych rybek jest "chłopcem".
I takim to sposobem mamy teraz w akwarium parkę : Arielkę i Bartusia.
Później Majeczka zaczęła się zastanawiać jak te rybki będą spały i w końcu zdecydowała,że na brzuchu na kamyczkach.

                            

piątek, 26 października 2012

" MAŁE CO NIE CO..."

Wiktorka mniej więcej od od połowy września dostaje w szkole owoce 
( jabłka, gruszki ), warzywa ( papryki, rzodkiewki ), a także mleko i jogurty. Ma to niby na celu uczyć małe dzieci zdrowego odżywiania. Świetnie! Uważam to za doskonały pomysł, tylko...jak to się ma do zaopatrzenia sklepiku szkolnego. Jak kazde dziecko Wiki chce brać do szkoły jakieś pieniązki, poniewaz codziennie daje jej kanapkę, soczek i coś słodkiego to właściwie te pieniązki są jakby zachcianką, taką mozliwością pójścia do sklepiku, więc daje jej te 5 zł w tygodniu. Tylko to co ona potrafi z tego sklepiku przynieść...rany dosłownie śmieci. Jakieś dziwne gumy do zucia, zelki ( chyba jakieś chińskie bo pierwszy raz coś takiego widziałam na oczy, przyznaję się że na jej oczach wyrzuciłam to do kosza ), były tez cukierki twarde jak kamień, no ale w formie bransoletki...hmm...więc niby super ( tez wylądowały w śmieciach ). Po tym wszystkim wziełam moje dziecko i pytam : Kochanie co zdrowego mozna kupić w sklepiku? Moze jakąś kanapeczkę z wędliną i sałatą, naturalny sok, może chociaz rogalika...niestety NIE! Produkty, które wymieniła mi Wiki to : chipsy, batoniki, cukierki na sztuki, kolorowy napój i jeszcze kilka innych...a i do tego oczywiście te wszystkie "śmieci", o których pisałam wcześniej.
Podsumowując - Wiki poza szkołą nie robi samodzielnych zakupów, natomiast w szkole ma łatwy dostęp do niezdrowego jedzenia.

czwartek, 25 października 2012

" DLACZEGO KOBIETY PŁACZĄ..."

- Dlaczego płaczesz? - młody chłopiec zapytał swą mamę.
- Ponieważ jestem kobietą, odpowiedziała mu.
- Nie rozumiem, odpowiedział.
Ona go przytuliła i rzekła : ...i nigdy się nie dowiesz, ale nie martw się to normalne.
Później chłopiec spytał swojego Ojca, dlaczego Mama płacze bez powodu?
Wszystkie kobiety płaczą bez powodu...było to wszystko co mógł mu odpowiedzieć.
Mały chłopiec urósł i stał się mężczyzną i wciąż nie wiedział dlaczego kobiety płaczą. Nareszcie uklęknął, złożył ręce i zapytał : Boze...Dlaczego kobiety płaczą ( tak łatwo )?
A Bóg mu odpowiedział:
...kiedy stworzyłem kobietę postanowiłem uczynić ją wyjątkową. Stworzyłem jej ramiona na tyle silne by mogła dźwigać cięzar całego świata! Dałem jej nadzwyczajną siłę, pozwalającą jej rodzić dzieci, jak równiez znosić odrzucenie, spowodowane czasem przez jej własne dzieci! Dałem jej stanowczość, która pozwala jej na opiekę nad rodziną i przyjaciółmi.
Nie straszna jej choroba!
Stworzyłem ją wrazliwą, aby kochała wszystkie dzieci, nawet wtedy, gdy jej własne ją bardzo skrzywdzą!
Dałem jej siłę, aby opiekowała się swoim męzem mimo jego wad, zrobiłem ją z zebra swego męza, tak, aby chroniła jego serce!
Dałem jej mądrość, aby wiedziała, ze dobry mąz, nigdy nie skrzywdzi swej zony. Czasem jednak testuje jej siłę i wytrwałość zony w wierze w niego. Synu, na sam koniec...
Dałem jej równiez łzę do wypłakania. Jest to jej jedyna słabość! Jeśli kiedyś zobaczysz, ze płacze, powiedz jej jak bardzo ją kochasz i jak wiele robi dla innych. I jeśli nawet wciąz płacze, sprawiłeś, ze poczuła się o wiele lepiej.
Ona jest wyjątkowa!


                        

wtorek, 23 października 2012

" WHERE IS MUM ??? "

Ja wiem, że nasi mężczyźni są cudowni, 
ja wiem, że zawsze można na nich liczyć,
wiem również, że bez nich nasze życie byłoby strasznie puste,
ale czy ten schemat nie pasuje idealnie do większości naszych rodzin ...
oczywiście wierzę w to, że są wyjątki ;-)


                

poniedziałek, 22 października 2012

" POZYTYWNIE ZASKOCZONA..."

Dzisiaj to już chyba wyprawię przyjęcie ;-)

       

Dostałam az cztery słodkie babeczki, naprawdę bardzo mi miło. 
Dziękuję : MariaMagdalenaB, Pyszności29, Dariaa12 i InPectoree :-)
To w takim razie przyjęcie czas zacząć, kto ma ochotę niech się częstuję, przyjmuję równiez zamówienia na wszelakiego rodzaju napoje ;-)

Pozwolicie, ze nie będę już wyróżniać blogów, bo w większości są juz one wszystkie wyróznione, jeszcze raz dziękuję :-)

niedziela, 21 października 2012

" JAK NIE KOCHAĆ JESIENI, JEJ BARW PURPUROWYCH..."

Juz jakiś czas temu Tomek wymyślił, żebyśmy wybrali się na zwiedzanie pałacu w Łancucie. Dzisiejszy ciepły, jesienny dzień wydał się nam idealny na zrealizowanie tego pomysłu. Ostatni raz byłam w tym zamku jeszcze w podstawówce, wykupiliśmy bilety i razem z grupą i panią przewodnik weszliśmy do wnętrza rezydencji. Komnaty wspaniałe, eksponaty bardzo stare, a historia opowiadana przez panią przewodnik bardzo ciekawa. Majeczce najbardziej podobała się sypialnia księznej, pokazywała na łózko z baldachimem i mówiła : mamo zobacz tu spała księzniczka. Z kolei Wiki miała "oczy prawie w koło głowy" przezywała salę balową, ogromne, kryształowe zyrandole, chodząc korytarzami udawała, ze jest księzniczką. Nie mogła się tez nadziwić, że suknie księznej wazyły tyle co ona czyli ok. 25 kg.

                        
Po wyjściu z zamku udaliśmy się jeszcze obejrzeć oranzerię.
A poniewaz pogoda była piękna postanowiliśmy równiez pospacerować po królewskim parku.



                                     

sobota, 20 października 2012

" JESIEŃ W GÓRACH...CUD NATURY NIE DO OPISANIA..."

Co mogą robić dwie osoby kochające góry w taki piękny, ciepły jesienny dzień? Nie mogło być inaczej około godziny 6 rano wyjechaliśmy z Tomkiem w Bieszczady. Po drodze śliczne widoki, kolorowo i mglisto.



                          
Wybraliśmy się na drugi co do wielkości szczyt w Bieszczadach - Halicz 1333 m n.p.m. Początkowo szliśmy przyjemną leśną dróżką - szlak czerwony.


Było śniadanko w wiacie, zupełnie inny smak, pyszności.

                          
Dalej cudowne widoki, połoniny, purpurowy las i oczywiście satysfakcja ze zdobycia szczytu...



                        


Wracając napotkaliśmy duze ilości bajkowych muchomorków. 

                        

Całość trasy pokonaliśmy w 6 godzin. Zmęczeni, ale bardzo szczęśliwi wyruszyliśmy w drogę powrotną do domu.

piątek, 19 października 2012

" LIŚCIE JESIENNE LEZĄ PO BRZEGACH DRÓG, MIENIĄC SIĘ JEDNĄ POŁOWĄ TĘCZY..."

Koniec tygodnia...nareszcie, a do tego pogoda nas rozpieszcza, jest pięknie i jak cieplutko, więc co mogliśmy zrobić po południu jak nie wybrać się na długi, przyjemny spacer, musiałyśmy tylko poczekać az Tomek skończy pracę. Na początek oczywiście dziewczynki zaciągnęły nas na nowy plac zabaw, który został wybudowany koło szkoły Wiktorki.



                                             
Chwila dobrej zabawy i idziemy dalej...nie było mozliwości, zeby nie zwrócić uwagi na te piękne kolorowe liście na drzewach, a takze te szeleszczące pod nogami. Dziewczynki razem z tatą zaczęły się w nich bawić, a na koniec zrobiłyśmy małe bukieciki.



                              

środa, 17 października 2012

" ZOSTAŁAM WYRÓŻNIONA..."

Czekała mnie dzisiaj bardzo miła niespodzianka, a dokładnie mój blog został WYRÓŻNIONY . Dziękuję bardzo ZWYCZAJNEJ MAMIE :-)


                              
No i czytam dalej, bo jest instrukcja co się z takim wyróznieniem robi :

"A teraz kilka słów co trzeba zrobić z takim wyróżnieniem i skąd to się wzięło. Inicjatywa pochodzi z tradycji zachodnich blogów, gdzie blogerzy przesyłają sobie kolorowe znaczki w ramach uznania. Ma to służyć przede wszystkim poprawieniu nastroju, pokazaniu, że dany blog wybitnie nam się podoba, na miłym geście w kierunku innych bloggerów, a także popularyzacji ciekawych blogów. Osoba wyróżniona ma za zadanie, wybrać 5, 10, lub 15 blogów, które wg niej zasłużyły na wyróżnienie, zamieścić je w podobnym temu poście, i poinformować wyróżnionych."
W takim razie wyróżniam następujące blogi ( kolejność przypadkowa ) :

1. In Pectoree
2. Papierowa róza

3. Poczasie
4. Piboha
5. Mariamagdalenab
6. Czerwonemaliny
7. Ankal 79
8. Skarbymamy
9. Asikus
10. Asymaka
Bardzo lubię te blogi, chętnie do nich zaglądam i wszystkim polecam :-)

wtorek, 16 października 2012

" KROK I SKOK, UŚMIECH W LOT, ODDECH W TAKT, WŁAŚNIE TAK..."

Już jakiś czas temu zdecydowałam, że muszę w końcu się trochę poruszać, zrobić coś dla siebie, dlatego dzisiaj wybrałam się na aerobic. No powiem, że wycisk dostałam dość konkretny, oj człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy jaki jest zastany jak nie uprawia żadnych sportów, no ale jakie samopoczucie, rozluźniłam się, zrelaksowałam i obiecałam sama sobie, że będę chodziła ćwiczyć dwa razy w tygodniu.
Po powrocie szybko wzięłam się za obiad na jutro, a moje dzieci grzecznie bawiły się w swoim pokoju, w końcu poszłam sprawdzić co się tam dzieje, a one standardowo ( juz tak od połowy września ) bawiły się w szkołę, Wiki oczywiście jako nauczycielka uczyła Majeczkę literek...i tu ciekawostka nie wzięły gier do nauki literek, tylko Tablicę Mendelejewa...

                               

ach te dziecięce pomysły...Wiki stwierdziła, że tak Majeczkę więcej nauczy, bo np. pokazując wodór nauczy się literki H, a pokazując żelazo nauczy się już dwóch literek F i E...hmm no coś w tym jest....
Muszę jeszcze wspomnieć o moim kochanym mężu, który od rana nie mówił o niczym innym tylko o dzisiejszym meczu, a tu.......leje....oj jak na niego patrzę to, az mi go zal, taki niezadowolony.

poniedziałek, 15 października 2012

" A CZAS UCIEKA ... "

Kilka dni temu przeczytałam bardzo ciekawą opowiastkę, nad którą według mnie będąc rodzicem naprawdę warto się zastanowić. Poczytajcie sami :

Kobieta wraca po cięzkim dniu pracy, zmęczona, poddenerwowana, jej synek czeka przy drzwiach.
Synek : Mamusiu mogę zadać ci pytanie?
Mama : Jasne, o co chodzi?
Synek : Mamusiu, ile zarabiasz na godzinę?
Mama : To nie twoja sprawa, dlaczego w ogóle pytasz o takie rzeczy?
Synek : Ja po prostu chce wiedzieć. Proszę powiedz mi ile zarabiasz na godzinę?
Mama : Jezeli chcesz tak bardzo wiedzieć, to proszę bardzo : 10 zł/h.
Synek ze spuszczoną głową : aha. Mamusiu pozyczysz mi 3 zł?
Matka się wściekła. Jeśli jedyny powód, dla którego zapytałeś ile zarabiam, jest to, ze chciałeś kupić sobie jakąś zabawkę albo jakąś inną bzdurę, to idź natychmiast do swojego pokoju i kładź się spać. Pomyśl jaki jesteś samolubny.
Mały chłopiec poszedł cichutko do swojego pokoju i zamknął drzwi.
Kobieta usiadła i była coraz bardziej zła na syna. Jak on śmiał zadać jej takie pytanie, zeby dostać trochę pieniędzy?
Po jakiejś godzinie kobieta uspokoiła się i zaczęła myśleć :
Moze rzeczywiście jest coś, co bardzo chce kupić za te 3 zł i w sumie rzadko prosi o pieniądze.
Kobieta weszła do pokoju synka. Śpisz synku? Zapytała. Nie mamusiu, nie śpię. Odpowiedział chłopiec.
Pomyślałam, ze moze byłam za ostra dla Ciebie. To był cięzki dzień i skupiło się na Tobie. Proszę, oto 3 zł o które prosiłeś. Mały chłopiec natychmiast się podniósł : O dziękuję mamusiu! I spod poduszki wyciągnął parę monet...
Kobieta zobaczyła, ze chłopiec ma juz jakieś pieniądze i znów się zdenerwowała. Chłopiec przeliczył je i spojrzał na matkę. Dlaczego prosisz o pieniądze jeśli juz je masz? Zaczęła matka. 
Bo miałem za mało, ale teraz mam juz wystarczająco. Odpowiedział chłopiec.
Mamusiu mam teraz 10 zł. Czy mogę kupić godzinę twojego czasu?
Proszę przyjdź jutro godzinę wcześniej. Chciałbym się z Tobą pobawić...
Matka się rozczuliła. Przytuliła mocno synka i nie wiedziała, jak prosić go o przebaczenie.
To takie krótkie przypomnienie dla wszystkich cięzko pracujących.
Nie powinniśmy pozwolić, aby czas przelatywał nam przez palce, bez spędzania go z tymi, którzy się naprawdę dla nas liczą, bliskimi sercu.
Pamiętajmy, aby spędzić ten wart 10 zł czas z tymi, których kochamy.
Jezeli jutro umrzemy, to firma, w której pracujemy wymieni nas szybko na kogoś innego. Ale rodzina i przyjaciele będą czuć pustkę przez resztę swojego zycia.

niedziela, 14 października 2012

" AKTORSTWO DNIA CODZIENNEGO..."

Czas na poprawę humoru, postanowiliśmy dzisiaj pobawić się w teatr, a dokładnie w teatr min. Zabawa polegała na tym, ze ja razem z Tomkiem mówiliśmy z zaskoczenia jaką minę dziewczynki mają pokazać, a one natychmiast miały to odegrać...i tak między innymi były miny :


                    UŚMIECHNIĘTA

                        

                                                                 SMUTNA



                                 ROZZŁOSZCZONA

                          

                                        ZDZIWIONA



                                 TULISIE

piątek, 12 października 2012

" GDY KTOŚ KTO MI JEST ŚWIATEŁKIEM, GAŚNIE NAGLE W BIAŁY DZIEŃ..."


Jest 12 pażdziernika
Godzina 12.00 : rozmawiam z bratem na skype, jak zwykle zartuje, przesyła mi zabawne treści...
Godzina 12.39 : Przemek żegna się ze mną, mówiąc, że musi wyjść z domu, bo jest umówiony...
Godzina 13.39 : dzwoni mi telefon, na wyświetlaczu słowo BRAT, odbieram i wesoło pytam : no co tam...odzywa się obcy głos : dzień dobry jestem lekarzem z karetki reanimacyjnej, kim dla Pani jest Pan Przemysław W. , nie mogę wypowiedzieć słowa,jąkając się mówię : to mój brat.
Głos odpowiada : proszę Panią bardzo mi przykro Pani brat nie żyje............
To było dokładnie trzy lata temu, a mi nadal te słowa huczą w głowie, biją jak dzwon w samo serce...
Dzisiaj specjalnie dla Ciebie zapalam wirtualny znicz...

                                                   [*]   [*]   [*]


               
              

czwartek, 11 października 2012

" ŚPIESZMY SIĘ KOCHAĆ LUDZI TAK SZYBKO ODCHODZĄ... "

To się nigdy nie zmieni, zawsze będzie tak samo... jutro 12 październik, dzień w którym zdarzyło się "coś" co na zawsze zmieniło moje życie, dzień który zabrał mnie i mojej rodzinie jakąś część naszego szczęścia i radości...
Siedzę i myślę...myślę i płaczę...płaczę i czuje okropny ból w sercu...czuje ból i tęsknię...
12 października 2009 roku umarł mój brat...
Z takimi sytuacjami człowiek nie jest w stanie się pogodzić...
Przemek był świetnym facetem, z niesamowitym poczuciem humoru, miał 25 lat to zdecydowanie za mało, żeby opuszczać ten świat, uwielbiał fotografować, kiedyś powiedział tak : to że Wiktorka jest moją chrześnicą, to jedna z najlepszych " rzeczy " jakie mnie w zyciu spotkały.
Miał naprawdę bardzo dobre serce...a takie serca nie powinny tak szybko przestawać bić...



                                                      

środa, 10 października 2012

" MNÓSTWO PACIORKÓW ZAWIERA W SOBIE..."

Wczoraj wieczorem Wiktorka oświadczyła, że na czwartek musi zrobić na religię rózaniec....jasne coś wymyślimy. Postanowiłyśmy zrobić go z jarzębiny. Podjezdzając dzisiaj pod blok zauwazyłam Wiki i babcię podskakujące do gałęzi... nazbierały cały woreczek jarzębiny. W domu zaczęłyśmy je z Wiktorką nawlekać na nitkę


Na koniec Tomek zrobił z gałązek ładny krzyżyk i gotowe.

                                                 

wtorek, 9 października 2012

" MIAŁA WAHANIA NASTROJU..."

W książce którą obecnie czytam, był opisany artykuł o kobiecie, która cierpiała na depresję poporodową. Miała wahania nastroju, przestała dbać o siebie. Poza tym zaczęły nachodzić ją myśli o tym, jak zrobić krzywdę swojemu maleństwu. A dwa tygodnie po tym, jak po raz pierwszy przyszło jej coś takiego do głowy, wróciła do domu i udusiła swoją ośmiomiesięczną córeczkę poduszką. Inna utopiła swojego dwumiesięcznego synka i rozpowiadała, ze został porwany. Jeszcze inna urodziła chłopczyka, a potem go zastrzeliła. Była też taka, która przejechała noworodka samochodem. Podobno osiemdziesiąt procent świeżo upieczonych matek cierpi na depresję połogową, jednej na tysiąc dotyka psychoza poporodowa, a trzy procent kobiet z objawami psychotycznymi zabija swoje nowo narodzone dziecko.
I teraz jak to wszystko wyjaśnić, usprawiedliwić, jedni uważają to za morderstwo, a inni za chorobę. Pamiętam, że jakiś czas po urodzeniu Wiki miałam taki etap, że nie chciało mi się ładnie ubrać czy pomalować. W sumie po co skoro i tak jestem w domu z dzieckiem, nie licząc spacerków to nigdzie nie idę, a ubiorę coś ładniejszego to zaraz wyląduje na mnie soczek czy zupka. I tak byłam w tej lepszej sytuacji, że urodziłam Wiki będąc na studiach, więc jakąś małą odskocznię jednak miałam.
Mimo tego wszystkiego zawsze była dla mnie największym skarbem, który starałam się chronić i drzałam nad kazdą chorobą czy upadkiem. Dla mnie nie ma wytłumaczenia dla postępowania tych kobiet...
Najprawdziwsze jest stwierdzenie, ze : Prawdziwą miłość i strach poznasz dopiero, gdy zostaniesz rodzicem.

niedziela, 7 października 2012

" DUŻO PRACY... "

Mimo, że dzisiaj niedziela to oprócz pobytu w Kościele, to u nas był dzień roboczy, czyli c.d. meblowania, sprzątania, układania, a wiadomo ile cudów mogą zgromadzić dzieciaki. To ja moze zamiast opisywać to pokaże co nam z tego wszystkiego wyszło :



łóżka dziewczynek, Majeczki wsuwa się na dzień pod spód, żeby było w pokoju więcej miejsca

                        

a tu biurko, w końcu mamy już uczennicę



                                              

brakuje jeszcze kilka szczegółów, firanki, krzesła do biurka, dywanu, no i nie wszystkie rzeczy są już na półkach, ale powoli jakoś to ogarniemy.
I co myślicie...